
Cieńsza plecionka, ta sama moc — test Robinson Phantom Prime
Dobra plecionka na główkę kołowrotka to podstawa udanego spinningowania — im cieńsza przy tej samej wytrzymałości, tym dalej i celniej rzucimy, a opór wody podczas prowadzenia przynęty jest mniejszy. Robinson wprowadził do oferty Phantom Prime — plecionkę, w której producent postawił właśnie na redukcję średnicy bez utraty wytrzymałości na zrywanie.
Co siedzi w środku
Producent opisuje Phantom Prime jako plecionkę wykonaną w technologii New Pre-Stretch Technology (NPST), czyli wstępnego naprężenia włókien jeszcze przed splotem — ma to dać mniejszą rozciągliwość i lepsze przenoszenie brania. Do tego dochodzi podwójna powłoka Double Molecular Coating (DMC), która ma chronić plecionkę przed promieniowaniem UV i ograniczać nasiąkanie wodą. Sam splot jest gęsty, okrągły w przekroju i gładki w dotyku, co powinno przekładać się na dłuższe rzuty i mniejsze tarcie o kołowrotek i przelotki.

Wersje x4 i x8
Phantom Prime dostępna jest w dwóch splotach — czterożyłowym (x4) i ośmiożyłowym (x8) — oraz w dwóch kolorach: jasnej i ciemnej zieleni. Na testowanej szpuli wersji x4 producent deklaruje średnicę 0,23 mm przy wytrzymałości 25,9 kg na 150 m — jak na tę grubość, wynik zwracający uwagę. To sprzęt pomyślany przede wszystkim pod spinning z cięższymi przynętami, gdzie liczy się zarówno zasięg rzutu, jak i pewność przy holu.

Pierwsze wrażenie
Na tym etapie to raczej zapowiedź niż pełny test sezonowy — plecionka dopiero trafia na moje szpule. Mniejsza średnica przy zachowanej wytrzymałości to jednak obietnica, którą łatwo zweryfikować nad wodą: albo rzuty faktycznie idą dalej i ciszej, albo nie. Pełny raport z kilku wyjazdów spinningowych opublikuję, gdy będę miał więcej godzin na wodzie z tą plecionką.
